Jak tam z oddychaniem?

Komu udało się pooddychać przeponą – ręka w górę. Mi tylko trochę, ale… to dlatego, że ostatnio poznałam nowy sposób pracy z oddechem i bardzo mnie zafascynował. Takie dobro komplementarne. Otóż oddychanie tym razem uruchamia nos, ale w nieco nietypowy sposób. Sam nos jako główny kanał oddechowy jest nie do przecenienia – filtruje, ociepla, nawilża i odkaża powietrze, które trafia do płuc. Oddychanie nosem jest procesem fizjologicznie naturalnym, zarówno kiedy odpoczywamy, jak i podczas umiarkowanego wysiłku. Co jednak, gdyby podczas wydechu nie kierować powietrza na zewnątrz, a spróbować trafić z nim niejako „z powrotem” do zatok? Brzmi trochę oryginalnie, ale jest do wykonania. Zatoki są przestrzenią, w której wytwarza się tlenek azotu. Dodatkowy wydech powietrza do zatok, a następnie głęboki wdech powodują, że więcej tej substancji trafia do krwiobiegu. Tlenek azotu natomiast, oprócz funkcji odkażającej, rozszerza oskrzela i naczynia krwionośne, poprawiając ukrwienie, obniżając ciśnienie, a nawet – wpływając na nas uspokajająco. I ten ostatni element - uspokojenie prowadzi nas znów do „szalejącego układu wegetatywnego”. 

Nadmiar bodźców z otoczenia – nie zawsze tych negatywnych, także dopływ rolek, relacji, filmików, komentarzy i newsów ze świata znajomych i nieznajomych „przeciąża naszą percepcję”. Odbieramy za dużo bodźców, przez co ich selekcja staje się coraz trudniejsza. Co więcej, często sami gotujemy sobie ten los, na przykład popadając w FOMO. „Fear of missing out” to w dosłownym tłumaczeniu „lęk przed wypadnięciem z obiegu”. Ta realna obawa przed tym, że coś nas ominie, że w tym zalewie informacji utracimy jakąś tę naprawdę (?) ważną bądź, że w czyimś (!) życiu wydarzy się coś, co przeoczymy. FOMO prowadzi do nadużywania urządzeń cyfrowych, a w konsekwencji nawet do uzależnienia. Choć wydawać się może, że w częstym korzystaniu z telefonu wcale nie musi być nic złego – w końcu taką mamy pracę, albo dzieje się akurat w naszym życiu coś istotnego, co wymaga stałej obecności „na łączach”, jednak kiedy zauważysz, że musisz mieć telefon stale w zasięgu ręki, aby nic Ci nie umknęło, że ciągle sprawdzasz co robią znajomi, co dzieje się na świecie, albo czujesz potrzebę lub nawet przymus relacjonowania swojego życia w Internecie oraz nieustającego reagowania na relacje innych – zatrzymaj się na chwilę i spróbuj przeanalizować, czy cienka czerwona linia nie jest właśnie przekraczana… 

Czy przypadkiem nie wiesz za dużo o znajomych znajomych w Australii, zamiast o własnych dzieciach? 

Czy telefon nie jest jedynym łącznikiem ze światem „realnym”, a to co się dzieje najbliżej ciebie zupełnie przestaje być realne… 

Jeśli nie jesteś pewien/pewna czy to już – napisz. Spróbujemy wspólnie odpowiedzieć na pytanie czy już jest czego się bać. Dobrą metodą na chwilę zatrzymania i przygotowanie do takiej refleksji będzie właśnie próba oddychania „do zatok”. Ten moment, kiedy skupisz się na swoim ciele i swoim oddechu, aby potem zadać sobie jedno pytanie – czy boję się wypaść z obiegu? 



Komentarze