Klika osób napisało do mnie po ostatnim tekście, że chyba doświadczają FOMO („lęku przed wypadnięciem z obiegu”). Opisywały to różnie: „łapię się na tym, że rano wstaję i w głowie mam tylko jedno – pozbyć się dzieci i chłonąć informacje. Wszelakie, bo przecież ja nic nie wiem, nie znam się, nie umiem” albo „Mój mąż wciąż powtarza mi, że jestem uzależniona od telefonu! Zwariował. Do niego nie pisze tyle osób, nie musi załatwiać tylu spraw, nie jest na grupach klasowych dzieci, nie robi przelewów za rachunki, nawet do jego mamy ja najczęściej dzwonię, nie on – nic dziwnego, że wydaje mu się, że nie rozstaję się z telefonem!”. Z drugiej strony, kiedy ostatnio wybrałam się na spacer z dziećmi, mój starszy syn spytał: „Mamo, czy mi się wydaje, czy tata ostatnio nie ogląda żadnych wiadomości?” „Wiesz – odpowiedziałam – on nie ogląda ich już od dłuższego czasu”. „Dlaczego?” – drążył dalej. I tu musiałam się chwilę zastanowić jak ubrać odpowiedź we właściwe słowa… bo właściwie dlaczego on nie ogląda tych wiadomości? W sumie nie pytałam go nigdy o to wprost… odpowiedziałam więc, kierując się trochę intuicją. „Wydaje mi się, że tata nie ogląda wiadomości, bo nie jest mu to do niczego potrzebne. Właściwie po przejrzeniu nagłówków w Internecie wie mniej więcej co się dzieje, jeśli go coś interesuje, może doczytać, a ten czas, który mógłby spędzić na oglądaniu wiadomości, spędza na słuchaniu muzyki, lub na wspólnym oglądaniu z nami meczów piłki nożnej. Chyba fajniej sobie obejrzeć mecz niż wysłuchiwać kłótni polityków?”. Syn popatrzył na mnie i bez wahania stwierdził „Jasne!” (tym bardziej, że ostatni mecz oglądali na żywo, więc wspomnienie tego czasu było naprawdę świeże i przyjemne, jak wnioskuję z relacji). Co się zatem z nami dzieje, że jesteśmy tak często odłączeni chociaż w sumie to na łączach… odłączamy się od bliskich, odłączamy się od siebie?
Drążę i choć mam kilka pomysłów, choć trochę na ten temat napisano, to jestem przekonana, że każdy ma swoją odpowiedź.
Odłączamy się, bo to jest kuszące. Fajne rzeczy dzieją się w świecie, jest ich jeszcze tyle do odkrycia. Tak wiele z nich może nas dotyczyć (czy oby na pewno?).
Odłączamy się, co to pozwala nas chronić. Im wcześniej rozpoznamy niebezpieczeństwo, im więcej będziemy o nim wiedzieć (wojna, pandemia, choroby, kryzys gospodarczy), tym lepiej będziemy się mogli do niego przygotować (czyżby?).
Odłączamy się, bo to pozwala nie być tu i teraz. Telefon nie woła jeść (a nawet jeśli woła, to załatwiamy sprawę podłączeniem do jednego kabelka), telefonowi nie trzeba pomagać w lekcjach, wysłuchiwać jego sercowych rozterek (hmmm… a co robimy czytając newsy w rubryce „Plotek” czy „Pomponik”?).
Odłączamy się, bo jest to przyjemne. Sprawy dzieją się, obrazy przelatują przed oczyma, historie, fakty, komentarze. To całkiem przyjemnie spędzony czas. Żyjemy trochę swoim życiem, a trochę życiem innych. Może lepszym? Może gorszym? Punkt widzenia zależy od sytuacji.
Odłączamy się, bo… no właśnie? Dlaczego Ty się odłączasz? Od innych? Od siebie? Zadaj dziś sobie to pytanie scrollując po raz kolejny te same portale, profile, strony. Może także czytając ten wpis. Dlatego kończę go dziś wyjątkowo szybko, a Ty idź spytaj swoje dzieciaki co by chciały porobić z TOBĄ w weekend, spytaj męża czy może byście coś razem ugotowali, zadzwoń do przyjaciółki/mamy/siostry… WŁĄCZ SIĘ do świata!
PS. Ja w ramach włączania się do świata spytałam męża, dlaczego nie ogląda wiadomości, powiedział, że to przede wszystkim po to, żeby się ODCIĄĆ (!) od zła, od nakręcania emocji, od bicia piany i w kółko mielenia tego samego… Bez odbioru!

Komentarze
Prześlij komentarz